„…w każdej chwili swej legendy masz początek…”
- Data dodania:
- niedziela, 23 października 2011
Moim szefem, ale też i kolegą jest profesor Paweł Bożyk. To „prawdziwy belwederski” profesor. Był swego czasu – a nie należał do PZPR-u – doradcą Edwarda Gierka. I nie zadawajcie mi pytania, czy to On spartolił sprawę. Decyzje były podejmowane przez polityków, a nie fachowców. Piszę o politykach w liczbie mnogiej, bo … póki co nie były to czasy dyktatury jednego człowieka … z wnętrza tego kraju. Był też przecież jeszcze tzw. Wielki Brat. Byli obok Edwarda Gierka inni, mniej czy więcej „wpływowi” politycy. Zostawiając ten element z boku i tak daje się słyszeć sporo westchnień typu „komuno wróć”. Profesor Bożyk napisał ostatnio prawie biograficzną książkę pt. „Hanka Miłość Polityka”.
Ponad 400 stron czyta się ciurkiem. Miałem okazję kilkakrotnie rozmawiać z autorem o tym, co się stało – jak zmarła Jego ukochana Hanka? O tym, jak do tego doszło napisał też w kilku słowach, w swojej ulotce wydanej na okoliczność kandydowania w wyborach do sejmu. Z treści ulotki nie wynika, co robił, jakie wykonywał czynności, gdy czekał na przyjazd karetki. Pisze o tym w książce. Pisze też, że nie zrobił żadnego kroku, aby wyciągnięte zostały konsekwencje wobec dyspozytorki pogotowia, która „zawaliła” sprawę, żeby nie powiedzieć, że przyczyniła się do śmierci Jego żony. Szlachetna postawa?
A teraz trochę inaczej – jestem wściekły ! Zmarła Babcia mojej żony. Zmarła w mysłowickim szpitalu. W szpitalu nr 2. W tak zwanej umieralni. Miała, jak to się mówi „swój wiek” – 89 lat. Ale kto k…a powiedział, że nie mogła żyć i cieszyć nas swoją bytnością … chociaż jeszcze trochę. Jeszcze dzień wcześniej nic nie wskazywało, że to ostatnie Jej chwile. Znalazła się w tym szpitalu po zranieniu nogi. Mogę tylko – takie przypisuję sobie zbójnickie prawo – przypuszczać, że była faszerowana „psychotropami”, bo podobno w nocy nie mogąc spać „rozrabiała”. Znam treść aktu zgonu. Tak jak przypuszczałem – moje zbójnickie powiadam prawo – coś tam …wymyślono. Jeszcze wczoraj „dychała”, a dzisiaj … niewydolność oddechowa.
Lekarze i pielęgniarki już nie muszą Jej doglądać. Jeszcze przed chwilą żyła.
A teraz ? ZUS się cieszy! Budżet się cieszy – zaoszczędzi! Zakład pogrzebowy się cieszy! Grabarz się cieszy chociażby z tego powodu, że dla tej przynajmniej Zmarłej będzie kopać dół teraz, a nie w siarczysty mróz. Proboszcz też się ucieszy, chociaż może nie, bo nie dostanie koperty przy Kolędzie. Ksiądz się cieszy – posłuchajcie uważnie mowy podczas mszy i nad grobem – przybierze na twarz sztuczny smutek. O mnie ksiądz nic nie powie, bo jestem obcy. Obcy, ale kto wie, czy nie najbardziej wkurzony?
Panie profesorze ! Czy nie jest tak, że powinienem powiedzieć – wiem, że nie znosi Pan wulgaryzmów – że jestem wkurwiony! Odpuścił Pan dyspozytorce. Może przez miniony rok popełniła jeszcze kilka takich błędów, bo obowiązywały ją … procedury? Może dzięki Panu czegoś się nauczyła i teraz naprawdę (!) będzie ratować ludzkie życia? W sprawie Babci za maluczki jestem, by podnieść kamień i rzucić. Podnoszę „pióro” i bezgłośnie krzyczę, a najchętniej bym przypierdolił.
Ps. Ciekaw jestem, który lekarz powie, że mogę, ale swoją głową w mur?





