SZCZĘŚLIWY

Data dodania:
piątek, 24 czerwca 2011
Dodane przez:
Paweł Baraniewicz


Dorastaliście w latach sześćdziesiątych lub siedemdziesiątych? Ja tak. Jak do cholery udało się Wam przeżyć?!
Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa ani zagłówków ani żadnych airbagów. Na tylnym siedzeniu było wesoło jak w przedszkolu a nie niebezpiecznie. Łóżeczka, kołyski i zabawki były kolorowe i pomalowane lakierami ołowiowymi lub innym śmiertelnie niebezpiecznym gównem. Niebezpieczne były puszki, aluminiowe widelce, butelki od lekarstw, od środków do czyszczenia - wszystko bez zabezpieczeń.

Na rowerze jeździło się bez kasku, hełmu i innych bajerów, a Ci którzy mieszkali na wzgórzach ustanawiali rekordy prędkości - stwierdzając w połowie drogi, że rower z hamulcem był dla starych chyba za drogi.
Szkoła była do południa, a obiad często z byle czego - jadło się w domu. Niektórzy nie byli dobrzy w budzie i czasami musieli powtarzać rok. Nikogo nie wysyłano do psychologa, nikt nie był hiperaktywny, nikt nie był dyslektykiem ani paralitykiem. Po prostu, powtarzał rok i to była jego szansa.
Wodę piło się z węża ogrodowego lub innych dostępnych źródeł a nie ze sterylnych „petów”. Wcinaliśmy słodycze i pączki, piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem i nie było problemów z nadwagą bo ciągle byliśmy na dworze i w ruchu. Piliśmy jedną oranżadę całą bandą po łyku i nikt z tego powodu niczego nie dostał i nie umarł.
Nie mieliśmy „plajstationów”, „nintendo”, „iksboksów”, „gier wideo”, stu kanałów „tiwi”, ani „diwidi” i innych cudów techniki, ale mieliśmy przyjaciół !
Mogliśmy wpadać do kolegów, ot tak prosto z ulicy, bawić się u nich czy zabrać na podwórko, nie zastanawiać się czy to wypada czy nie. Można się było bawić do oporu pod warunkiem powrotu do domu przed nocą i nie było żadnych problemów.
Nie było „pagerów” i „komórek” i nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy. No nieprawdopodobne !
Tam na zewnątrz w tym „okrutnym” świecie, całkiem bez opieki. Jak to było możliwe ?!
Graliśmy w piłkę nożną, szmacianką na jedną bramkę, jak kogoś nie wybrano do drużyny to se popłakał i już. To nie był koniec świata, ani trauma, ani depresja. Obijaliśmy kolana, łokcie, łamaliśmy kości, wybite zęby – czasami nie tylko swoje – ale nigdy, nigdy nikt nikogo nie podawał do sądu.
Nie baliśmy się deszczu, śniegu, mrozu czy słońca. Nikt nie miał alergii na kurz, trawę, pyłki, krowie mleko i inne choroby świata.
Mieliśmy wolność i wolny czas. Mieliśmy klęski, sukcesy, zadania i uczyliśmy się dawać sobie radę. Pewnie można spytać : - Ale co to było za nudne i prostackie życie…………tak, ale kurwa byliśmy szczęśliwi !!! Czyż nie ?

Bookmark and Share